Wydawałoby się, że koszulki to taka prosta sprawa, w której naprawdę nie ma nic, co mogłoby sprawić problem czy przysporzyć zmartwień. Jednak w naszym przypadku był to najtrudniejszy produkt. Dlaczego?

Prototypy

Konstrukcja zrobiona, wszystko zaplanowane… Dzianiny szukaliśmy bardzo długo, ale znaleźliśmy taką, która wydawała się być ideałem. Kupujemy kupon (mniejsza ilość materiału przeznaczona najczęściej na próbne odszycia) na prototypy T-shirtów męskich i dziecięcych. Następnie odczekaliśmy kilka dni i dostajemy przesyłkę ze szwalni. Sprawdzamy koszulki wzdłuż i wszerz, mierzymy, przyglądamy się wszystkim szwom, testujemy… Oczywiście jak to przy prototypach bywa pojawiło się kilka kwestii, które wymagały dopracowania czy zmian.

Po konsultacjach ze szwalnią i wprowadzonych zmianach decydujemy się na rozpoczęcie produkcji i tu pojawia się pierwszy poważny problem. Jaki? Producent nie posiada na stanie dzianiny, której użyliśmy do uszycia prototypów. To naprawdę duży problem… Może nie byłby on tak duży dla większej firmy, która  chce uszyć tysiąc sztuk koszulek. W takiej sytuacji musielibyśmy tylko poczekać kilka czy kilkanaście dni na produkcję pod zamówienie.

U nas problem jest dużo, dużo większy ze względu na znacznie mniejsze ilości szytych koszulek. Minimum produkcyjne na dzianinę moglibyśmy spełnić zwiększając naszą produkcję kilkukrotnie – ale przecież nie takie jest założenie naszej marki. My szyjemy małe ilości, żeby bez skrępowania móc powiedzieć, że nasze kolekcje są unikatowe, że nie spotkacie na ulicy kogoś w takim samym ubraniu… a przynajmniej prawdopodobieństwo takiego zdarzenia jest naprawdę nikłe. Czekanie na pojawienie się wybranej dzianiny na stanie, nie wchodziło tutaj w grę. Mieliśmy już bowiem „zaklepany” termin w szwalni. Przesunięcie, wiązałoby się z przełożeniem sprzedaży na… bliżej nieznany termin.

Nowa dzianina

Zmuszeni do znalezienia nowej dzianiny rozpoczęliśmy poszukiwania. Kilka producentów zarekomendowała nam szwalnia i przede wszystkim ich sprawdzaliśmy. Po dziesiątkach próbek dzianin  o różnych składach, splotach i gramaturach, znaleźliśmy nowego faworyta. Producent miał na stanie interesujące nas kolory i ilości, więc naprawdę nam ulżyło. Szybka wysyłka materiałów do szwalni i zaczynamy szycie! Na całość zamówienia trochę musieliśmy poczekać, bo jednocześnie szyte były tam spódniczki i sukienki.

Błędy w produkcji

Całe zamówienie mieliśmy odebrać w dni sesji zdjęciowej i kiedy je otrzymaliśmy, serca nam zadrżały. O ile z sukienek i spódniczek byliśmy zadowoleni to T-shirty były nie do przyjęcia. Dziwne prawda? Sukienki i spódniczki są dużo bardziej skomplikowane w produkcji niż T-shirty, a jednak to koszulki zostały źle uszyte. Jak to możliwe? Odpowiedź okazała się dość prosta… Szwalnia mając sporo zleceń zatrudniła nowe szwaczki i to właśnie im została przydzielona z pozoru najprostsza część zamówienia. Oczywiście w szwalnia powinni sprawdzić wszystko przed wysyłką. Czemu tego nie zrobili? Nie wiem. Wiedzieliśmy natomiast tyle, że poprawek było wiele. Naprawdę wiele – żadna z otrzymanych koszulek nie była dla nas zadowalająca. Koszulek w takiej formie po prostu nie mogliśmy wprowadzić do sprzedaży.

Koszulki - Aleks
Mina starszego syna mówiła więcej, niż tysiąc słów.
Koszulki były nie do zaakceptowania.

Błędy w produkcji

Po pewnym czasie, koszulki wróciły do nas po pierwszych poprawkach. Tak, pierwszych. Bo na jednych się nie skończyło. Przeciągająca się sprawa T-shirtów irytowała nas tak samo jak i szwalnię, która dodatkowo dostała duże zamówienie od Ministerstwa Zdrowia. Szycie maseczek było wówczas priorytetem. Dla nas to było oczywiste.

Rozumiejąc powagę sytuacji zadeklarowaliśmy, że jesteśmy w stanie czekać na kolejne poprawki tyle ile będzie trzeba. Jednakże kiedy sprawy skomplikowały się jeszcze bardziej (szwalnia została poddana kwarantannie) stwierdziliśmy, że nie mamy ani siły ani serca toczyć walki ze szwalnią – dlatego odpuściliśmy. Ta decyzja była jedną z cięższych, ponieważ wiedzieliśmy, że zostajemy ze stratami (koszty szycia, utracone materiały, mnóstwo czasu i zrobionych kilometrów). Jednocześnie byliśmy pewni, że nie możemy tych koszulek dopuścić do sprzedaży (dlatego teraz cała rodzina ma w czym chodzić i nie musi martwić się o pranie 😉 ).

Na niecały miesiąc przed planowanym otwarciem sprzedaży, stanęliśmy przed nie lada wyzwaniem. Znaleźć nową szwalnię. O tym, jak zakończyła się ta historia, opowiem w kolejnym wpisie. Przy okazji będę miała okazję napisać kilka słów o tym, na czym skupialiśmy się przy wyborze dzianiny.

Dodaj komentarz